Na pierwszy rzut oka wszystkie one wyglądają bardzo podobnie – trzy niewielkie wyspy rozsypane u wybrzeży Lomboku, otoczone tą samą turkusową wodą i tym samym tropikalnym krajobrazem. W praktyce jednak różnią się między sobą bardziej, niż mogłoby się wydawać. Gili Air, Gili Meno i Gili Trawangan to tak naprawdę trzy światy i trzy oferty.

Jadąc na Gili można trafić w ciszę tak intensywną, że aż słyszy się własne myśli, albo w imprezową noc, która kończy się dopiero nad ranem. Wszystko zależy od tego, którą Gili się wybierze.
Byliśmy na każdej z tych wysp. To trzy zupełnie inne sposoby spędzania czasu, trzy różne rytmy dnia i trzy odmienne odpowiedzi na pytanie, czego właściwie szukamy, wyjeżdżając „na rajską wyspę”. Zatem lecimy z małym podsumowaniem każdej z wysp.


Jedzenie i ceny
Ceny posiłków na wszystkich Gili są bardzo porównywalne. Warungi (małe, często rodzinne, mini restauracje) oferują dania lokalne w naprawdę niskich cenach. Warungi prócz dań indonezyjskich dorzucają do oferty również kuchnię świata. Różnice dotyczą tu nie tyle cen, co dostępności oferty. Na Gili Trawangan jest ona największa, na Gili Air bardzo zadowalająca, wiele mniejsza – na Gili Meno (choć naszym zdaniem absolutnie wystarczająca).


A jak to wygląda w praktyce?
Posiłek typu obiad można tu zjeść już za 25000-35000 rupii indonezyjskich, co w przeliczeniu wynosi, w zależności od kursu rupii – 5,50 – 7,70 złotych. W skład takiego dania wchodzi smażony ryż lub opcjonalnie makaron, kurczak, warzywa. Podobnie wyglądają dania oparte na gęstych treściwych zupach z mięsem, czy tych z panierowanym kurczakiem i ryżem.
Curry warzywne to średni koszt rzędu 25.000 rupii, jeśli będzie zawierać mięso z kurczaka, cena skacze do około 35.000 (to 5,20-7,50 zł)


Lokalne jedzenie indonezyjskie typu: urap-urap (sałatka warzywna z kokosową posypką), gado-gado (ryż, blanszowane warzywa, jajo na twardo, sos mocno orzechowy), cap cay (podawany z sosem lub bulionem, warzywami i kurczakiem) to koszt oscylujący w zależności od dodatków (mięsne=drożej) 35000-55000 rupii indonezyjskich – co daje szalone 7,50-12,00 zł, przy czym dania w wielu miejscach nakładane są „od serca” i trudno wstać od stołu głodnym.


Za danie z owocami morza podawane z ryżem z kolei zapłacić trzeba średnio 45000 rupii indonezyjskich wzwyż, co daje koszt około 9,40 złotych i wyżej.
Świeży sok / smoothie z ananasa, mango, arbuza, kokosa i innych owoców dostępnych tutaj, to średni koszt 15000 – 20000 rupii indonezyjskich, co w przeliczeniu na złotówki wynosi 3,10-4,20 zł
Najdroższe, jak wszędzie oczywiście są alkohole, najsmaczniejsze – soki i smoothies, choć to pewnie kwestia gustu.

Gili Air to kompromis między Meno a Trawangan
Gili Air bardzo często postrzegana jest jako złoty środek i w tym przypadku nie jest to wydumana obserwacja. To miejsce, które łączy w sobie elementy obu pozostałych wysp, ale robi to w sposób spójny, a nie przypadkowy.

Życie nocne
Wieczory na Gili Air mają swoją dynamikę, ale nie przybierają formy intensywnego, niekończącego się życia nocnego. Życie nocne, albo – ściślej mówiąc – późnowieczorne – istnieje, jednak wszystko odbywa się w tempie, które pozwala zachować równowagę między aktywnością a nocnym odpoczynkiem. Oczywiście natężenie dźwięku i jego odbiór jak zawsze i wszędzie zależy od miejsca noclegu – im bliżej restauracji i barów, tym głośniej, ale wiedząc to można szukać noclegu dalej od takich miejsc, a na Gili Air nietrudno o jakąś fajną miejscówkę.


Gili Air to wyspa przypominająca trochę kurort w soczewce. O ile na Meno można jeszcze cieszyć się sporymi fragmentami niezabudowanej linii brzegowej, o tyle na Air próżno szukać takich miejsc. Linia brzegowa jest tu niemal w całości zagospodarowana – nie zawsze w sposób nachalny czy męczący, ale na tyle konsekwentny, że trudno znaleźć odcinek, który sprawiałby wrażenie „niczyjego”.
To wpływa bezpośrednio na sposób, w jaki doświadcza się tej wyspy.

Natura
Spacer wzdłuż brzegu nie jest wędrówką przez dziką przyrodę, jak na Meno, jest raczej płynnym przechodzeniem od jednego miejsca do drugiego – od kawiarni, przez szkołę nurkową, po mały bar z muzyką w tle. Nie ma w tym nic złego, ale warto mieć świadomość, że to już nie jest przestrzeń, w której można „zniknąć”, tylko taka, w której zawsze jest się trochę „pomiędzy ludźmi”. To jest ok, jeśli się właśnie w ten sposób lubi spędzać czas. Nas oferta Gili Air właśnie z tego powodu trochę zmęczyła.


Pod względem przyrody wyspa pozostaje bardzo atrakcyjna, choć bardziej zagospodarowana niż Meno. Plaże są zadbane, dostęp do wody łatwy, a snorkeling w wielu miejscach naprawdę satysfakcjonujący, choć to zależy od pory dnia. Warto wybierać tę porę, gdy ruch łodzi nie jest tak intensywny.
Dla nas Gili Air właśnie z tych powodów było tylko opcją na krótszy wypad. W nasze gusta o wiele bardziej trafiło Gili Meno, gdzie finalnie zostaliśmy na dłużej, ze względu na ciszę, spokój, brak tłumów i wiele dzikich miejsc umożliwiających realny kontakt z przyrodą.


Gili Meno – wyspa środkowa, tu cisza nie jest dodatkiem, tylko treścią
Gili Meno to najmniejsza i najbardziej kameralna z całej trójki, co w praktyce oznacza, że życie toczy się tu wolniej i znacznie ciszej niż gdziekolwiek indziej w okolicy. Nie chodzi jednak o „ciszę” rozumianą jako brak głośnych klubów przy jednoczesnej obecności turystycznego zgiełku w tle. To raczej przestrzeń, w której naprawdę można odciąć się od nadmiaru bodźców, bo zwyczajnie niewiele się tu dzieje.


Choć i tu można zamieszkać w eleganckim bungalowie albo hotelu z widokiem na morze, turystyczna infrastruktura jest tak usytuowana, by nie oddziaływać na całą wyspę. Co nie byłoby specjalnie trudne, bo ma ona około 1,5 km2 – można ją obejść podczas niespełna 2-godzinnego, bardzo spokojnego spaceru. A jednak, strefa resortowa skupiona jest w jednej cześci nadbrzeża, a to pozwala znaleźć dla siebie przestrzeń bez muzyki dobiegającej z beach barów czy bez spacerowania w tłumie.


Życie nocne
W kontekście Meno właściwie trudno o nim mówić w klasycznym rozumieniu. Wieczór kończy się często na kolacji i spacerze wzdłuż plaży, po czym wyspa naturalnie wycisza się razem z zachodem słońca. Dla jednych będzie to ogromna wartość, dla innych – powód do szybkiej zmiany miejsca. Minusem jest hałas dobiegający od strony Gili Trawangan, które dla odmiany – imprezuje co noc. Wybierając więc lokal warto zwrócić uwagę, czy znajduje się od strony Gili Trawangan. Bo to naprawdę ma znaczenie.


Przyroda
To największy atut Gili Meno. Wyspa jest najmniej zabudowana, a przestrzeń między kolejnymi punktami sprawia wrażenie niemal surowej i nienaruszonej. To miejsce dla osób, które naprawdę chcą zwolnić, a nie tylko deklarują taką potrzebę. I to nie górnolotne hasło, a sprawdzony i potwierdzony fakt. Podczas codziennego snorkelingu na plaży i w wodzie byliśmy zupełnie sami, mając na wyłączność kontakt z żółwiami i rafowymi rybkami. Podobnie podczas spacerów wzdłuż wybrzeża i w głąb wyspy – tylko my, ptactwo, owady i – krowy i koniki, których na wyspie jest sporo.

Siedząc na plaży, prócz szumu fal można było jednocześnie słuchać ptasiego koncertu, który cichł dopiero pod wodą. Ptasi trel towarzyszył nam porankami, również w głębi wyspy, gdzie mieszkaliśmy, i wieczorami.

Gili Trawangan – wyspa żyjąca całą dobę
Gili Trawangan jest największą i najbardziej rozwiniętą turystycznie z wysp, co przekłada się bezpośrednio na jej charakter. Przy czym największa nie oznacza giganta. Gili T. (skrót od Gili Trawangan) ma niespełna 4 km2. I na tym areale koncentruje się życie nocne, bo to tutaj, na Gili T. znajduje się największa liczba restauracji, barów i hoteli. To tu również panuje największy ruch turystyczny.

Życie nocne
Wieczorami wyspa zmienia tempo i charakter. Pojawiają się imprezy, wydarzenia, muzyka i tłumy ludzi, a życie toczy się często do późnych godzin nocnych. Dla osób szukających rozrywki i kontaktu z innymi będzie to naturalne środowisko, natomiast dla tych, którzy potrzebują ciszy, może okazać się bardzo męczące. Niestety nocne życie na Gili Trawangan słyszane jest również na sąsiadującej z nią od strony zachodniej Gili Meno. Jeśli więc wybrałeś Gili Meno i zależy Ci na ciszy, unikaj noclegów po zachodniej stronie wyspy.

Przyroda
Gili T jest najmniej dziką z Gili. Przyroda nadal jest tu obecna, ale schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca infrastrukturze i aktywnościom typowo turystycznym. To nie jest wyspa, którą wybiera się tylko dla kontaktu z naturą – raczej dla doświadczenia i energii, jaką generuje.

Którą wyspę wybrać?
Ostateczny wybór nie zależy wyłącznie od samej charakterystyki wysp, lecz przede wszystkim od tego, czego w danym momencie się potrzebuje.
Gili Meno będzie najlepszym wyborem dla osób szukających wyciszenia i dystansu od świata.
Gili Air sprawdzi się, gdy ważna jest równowaga między spokojem a dostępem do ludzi i atrakcji. Przy czym podkreślić należy, że ilość ludzi jest tu mimo wszystko znaczna zważywszy, że wyspa ta, tak jak i Meno, ma niespełna 2 km2.
Gili Trawangan natomiast odpowiada tym, którzy chcą intensywności, ruchu i wyraźnie zaznaczonego życia nocnego.

Różnice między tymi wyspami są na tyle wyraźne, że trudno mówić o jednej „najlepszej” opcji. Każda z nich jest dobra – pod warunkiem, że trafia w aktualne potrzeby, a nie w wyobrażenia budowane na podstawie zdjęć i cudzych relacji.
Dlatego – jeśli chcesz imprez – jedź na Trawangan. Jeśli zależy Ci na vibe jak z Krupówek i ładnych fociach z drinkiem na tle zachodu słońca – Gili Air będzie ok, natomiast jeśli szukasz kontaktu z przyrodą i spokoju, ale takiego naprawdę, a nie z folderów – wybierz Meno.

Wszystkie zdjęcia, które znajdują się w blogu Ratunku, żyję – są naszą własnością. Nie wyrażamy zgody na ich wykorzystywanie i/lub przetwarzanie. Zawsze możesz jednak udostępnić nasze artykuły, w których się one znajdują z zastrzeżeniem – że w takiej sytuacji podasz ich autora i źródło pochodzenia.





Dodaj komentarz