Być może jednym z największych paradoksów naszych czasów jest to, że potrafimy być wszędzie, a jednocześnie nigdzie naprawdę nie jesteśmy. I co gorsza, zawsze mamy jakąś wymówkę, by, nawet będąc w wymarzonym miejscu, zamiast patrzyć przed siebie – trzymać nos w telefonie, wybierając ekran, a nie to, co na żywo. I żeby nie było – my też mamy telefony, i social media, i – z komunikatorów również korzystamy. No właśnie – i w tym chyba szkopuł, że korzystamy, zamiast – dawać się im wykorzystywać.

I coraz częściej świadomie je ograniczamy, wylogowując się z tego uzależniającego systemu na korzyść prawdziwego przeżywania życia.
Dlaczego?
By zachować równowagę i by to, co wielu niepostrzeżenie spowszedniało – nas nadal cieszyło i napędzało.

Z tego powodu zamieszkaliśmy w prostej chatce nad deszczowym lasem, z małą bambusową werandą, z której rozpościerał się widok na Kinabalu, który jest najwyższym szczytem Malezji.

Ranau – inny świat tylko dwie godziny od głośnego Kota Kinabalu
O ile Malezja to kraj, w którym od lat istnieją obok siebie różne religie i wierzenia, o tyle Ranau to miejsce, w którym tę harmonię dokładnie widać i czuć. Miasto i region słynie z wielokulturowej harmonii między religiami i lokalnymi zwyczajami. Innymi słowy, jest tu spokojnie, przyjaźnie, zwyczajnie i to się czuje na każdym kroku. To prawdziwy tygiel, w którym obok siebie w spokoju i szacunku koegzystują muzułmanie, chrześcijanie, buddyści, taoiści i wyznawcy wierzeń lokalnych, bazujących na rytuałach związanych z przyrodą i rolnictwem. Tu świątynie, kościoły i meczety współistnieją w swoim najbliższym sąsiedztwie, a lokalne społeczności uczestniczą w życiu sąsiednich wspólnot i to niezależnie od wyznania.




Ranau to tylko noclegownia na chwilę? Wielkie niedoszacowanie
Ranau nazywane jest też bazą wypadową na trekking po stokach Kinabalu czy wypad na gorące źródła w Poring Hot Spring z osławionym spacerem w koronach drzew. Wciśnięcie Ranau w taką małą i płytką szufladkę to wielka niesprawiedliwość. Ranau to miasto z pysznym lokalnym jedzeniem, jakie zamówisz w wielu lokalnych knajpkach i jadłodajniach. Tu zrobisz też konkretne zakupy w dobrze wyposażonych sklepach spożywczych i tych typu: mcgyver, upierzesz ciuchy (funkcjonuje uliczna pralnia z wieloma pralkami i suszarkami, które uruchomić można za mniej niż 10 zł) i pospacerujesz w każdą pogodę – chodniki są zadaszone, przyroda wokół zachwyca, temperatura w lutym, gdy tu byliśmy, to przyjemne 24-25 stopni w dzień i trochę niżej w nocy. Najpiękniejsze jest jednak to, co trochę za miastem. Przycupnięte przy mieście wsie to miejsca, które po prostu trzeba zobaczyć, a najlepiej – w jednej z nich zamieszkać.




Jak zwiedzać Ranau i czy warto?
Okolice Ranau warto zwiedzać mając samochód. Liczne przewyższenia i mnogość wędrujących całymi stadami półdzikich psów, to coś, co mocno utrudnia swobodne i bezstresowe przemieszczanie się po okolicy. A jest tu co oglądać, poza typowej dżunglowej roślinności, w przydomowych ogrodach rosną kokosowe palmy, ananasy, pitaje, chlebowce, cempedaki, marangi, duriany (w tym belanda), rambutany, awokado, papaje i marakuje. Choć pojawiają się na straganach i można je kupić wprost od gospodarza, traktowane są raczej jak dodatek, nie główny zarobek. Okolica znana jest raczej z hodowli ryżu i warzyw – także kapustnych.
Zobaczenie w naturze, jak rośnie owoc znany tylko ze sklepowej półki i spróbowanie, jak smakuje to coś, co cieszy nas bez względu na szerokość geograficzną.



Wraz z pędem cywilizacyjnym my, ludzie, staliśmy się przede wszystkim spieszącymi się konsumentami robiącymi wiele rzeczy – mechanicznie i z przyzwyczajenia. Często kupujemy więc różne produkty, nie zahaczając o myśl, jak doszło do tego, że trafiają do naszych rąk. A to zawsze fascynująca historia mocno poszerzająca światopogląd. Pomyśleliśmy, że warto się tym dzielić.
I właśnie z tego powodu podczas jednej z wypraw do Azji (to było w 2024 roku – Sri Lanka, pola herbaty na Lipton Hills) zapoczątkowaliśmy naszą autorską serię, którą wciąż wzbogacamy o kolejne artykuły. Tu znajdziesz serię artykułów TAK ROŚNIE, gdzie opisujemy odwiedziny w miejscach, w których rosną tropikalne rośliny.




A wracając do Kinabalu Mountain
Szukając ciszy i kontaktu z przyrodą, zamieszkaliśmy w wiosce Kampung Marakau. To wioska oddalona od Ranau o jakieś 4-5 km. Naszym tymczasowym domem stała się chatka obita bambusem, umiejscowiona nad lasem deszczowym, z małą werandą, z której roztaczał się trójpoziomowy widok – na ogród z tropikalnymi owocami i mały kurnik, na las deszczowy – i wreszcie na Kinabalu, najwyższy szczyt Borneo i Malezji. Nie było tu specjalnych udogodnień, automatów z kawą i innych rzeczy, do widoku których człowiek tak łatwo się przyzwyczaja, był za to szum lasu, świergot ptaków, pianie koguta i odgłos deszczu padającego nocą nad okolicą.


Czy warto poświęcić wygodę dla tego, co kiedyś było naturalne?
Przyroda uspokaja, koi i pozwala dostrzec świat z właściwej perspektywy. Przypomina też, że kiedyś nie musieliśmy szukać spokoju na końcu świata, bo wystarczyło wyjść do parku czy lasu, by go znaleźć. Dziś, gdy świat zdominował hałas, nawet w lesie, na plaży, na pustyni czy w polach słyszy się jazgot z gierki zainstalowanej na telefonie, muzykę puszczaną nie w słuchawkach, ale na forum, często przez przenośny głośnik. Nierzadko, czy człowiek chce, czy nie chce, i tak musi uczestniczyć w rozmowie prowadzonej „na głośniku” przez obcych ludzi w tej samej przestrzeni.

Właśnie dlatego warto zamieszkać choć przez chwilę w miejscu, gdzie nie ma przestrzeni zaśmieconej hałasem. A miejsca takie to coraz większa rzadkość. Szkoda, bo właśnie wtedy, gdy cichnie infantylny jazgot emitowany przez smartfony i samych użytkowników tychże, słychać istotę tego, po co tu jesteśmy.

I siedząc na drewniano-bambusowym tarasiku, patrząc na ukryty pod pierzynką z chmur czterotysięcznik, myślę sobie, że dziś nie jest sztuką znalezienia tylko i wyłącznie „swojego miejsca na świecie”. Dziś sztuką jest znalezienie w tym świecie – ciszy.
Dopiero wtedy, gdy znajdzie się ciszę – znajdzie się własne miejsce.
PS. Dziś wyszło bardziej filozoficznie niż zwykle, ale w takim miejscu trudno rozprawiać o cenach, okazjach i promocjach.






Dodaj komentarz