Chiński Nowy Rok zastał nas na Borneo, w Kota Kinabalu, stolicy regionu Sabah. Tu, w malezyjskiej części Borneo, Chiński Nowy Rok to nie tylko tradycja, lecz także prawdziwe widowisko – kolory, smaki i rytmy, które wciągają od pierwszego spojrzenia. Byliśmy tam, uczestnicząc w rodzinnym święcie, i zobaczyliśmy wszystko od środka.

Przygotowania w mieście
W mieście już wiele dni przed świętem widać było przygotowania do niego. Chiński Nowy Rok w Malezji to czas porządków, dekoracji i symbolicznych gestów. Już kilka dni przed świętem domy przystrajane są czerwonymi lampionami, wstążkami i papierowymi ozdobami z życzeniami pomyślności. Czerwony kolor – symbol szczęścia i ochrony przed złymi duchami, odznacza się w każdym miejscu. Widać go również na ulicach, w restauracjach, małych sklepikach i centrach handlowych.



Taniec lwa: spektakl pełen symboli
Głównym punktem programu, który zapada w pamięć najbardziej, był taniec lwa. W rytmie bębnów i gongów performerzy wirowali na przygotowanych podestach, wykonując precyzyjne, dynamiczne ruchy na bardzo trudnym podłożu. Podczas tej imprezy oglądaliśmy dwa tańce: jeden na zewnątrz, gdzie lew skakał po niewielkich platformach w kształcie słupów, oraz drugi, już wewnątrz domu.

Co niezwykle imponujące, jednego lwa tworzyły tu dwie osoby – synchronizacja ruchów w takim układzie, szczególnie na platformach, jest niebywale trudna. Każde podniesienie się na tylnych łapach, zejście na cztery łapy, podskok czy zamaszysty ruch łap wymagały idealnego zgrania obu tancerzy.

W kulturze chińskiej taniec lwa chroni przed złymi duchami, wita szczęście i przynosi dobrobyt. Każde podniesienie się „zwierzęcia” na tylnych łapach symbolizuje wznoszenie się ku nowym możliwościom, a zejście na cztery łapy – powrót do ziemi, harmonii i równowagi. Lew porusza się w sposób pełen symboliki: wstrzymywanie oddechu w napięciu, nagłe podskoki, zamaszyste ruchy łap – wszystko to ma znaczenie ochronne i celebracyjne.

Obserwowanie tańca z pierwszego rzędu było doświadczeniem, które pozostaje w pamięci. Widać było dokładnie każdy gest, każdy skok, każdy ruch głowy i ogona, które tworzyły całą opowieść o szczęściu, pomyślności i odstraszaniu złych mocy. Widzieliśmy precyzję w połączeniu z ekspresją, wyczucie rytmu, dynamikę ruchów – każdy element miał swoje znaczenie, a całość była hipnotyzująca i magiczna.




Yusheng: sałatka szczęścia
Jednym z najciekawszych momentów było również wspólne mieszanie sałatki noworocznej – yusheng, znanej też jako „Lo Hei”. To tradycja praktykowana w Malezji i Singapurze, w której uczestnicy stojąc wokół stołu, na którym znajduje się duża misa, wspólnie mieszają znajdujące się w niej składniki – warzywa, owoce morza, przyprawy i sosy. Używając tylko pałeczek, mieszają składniki i podrzucają je ponad misę.


Podczas tych czynności każdy wymawia życzenia szczęścia, zdrowia i pomyślności. Im wyżej i szybciej składniki są podrzucane, tym większa symboliczna pomyślność w nadchodzącym roku. Każdy element sałatki ma swoje znaczenie: rzodkiew symbolizuje obfitość, łosoś – pomyślność, orzeszki i sezam – trwałość i powodzenie. Lo Hei łączy rodzinę i społeczność oraz wprowadza radosną atmosferę święta.


Rodzinny posiłek: serce obchodów
Na Borneo w centrum obchodów jest rodzina. W kulturze naszych gospodarzy istnieje też zwyczaj zapraszania do wspólnej celebracji osób spoza rodziny – często sąsiadów czy znajomych, niekoniecznie wyznających tę samą wiarę ani obchodzących te same święta. Także i my zostaliśmy zaproszeni na tradycyjny posiłek, który łączy lokalne składniki z chińskimi tradycjami. To był niebywały zaszczyt i wielka przyjemność uczestniczyć w tak wyjątkowej uroczystości, próbować bardzo charakterystycznych dań i dzielić się – nie tylko sałatką, ale i doświadczeniami z kolejnego już przeżywania nowego roku w tym roku. Pierwszy Nowy Rok, czyli ten 2026, przywitaliśmy na Sri Lance, drugi – Rok Ognistego Konia, celebrowaliśmy dwa miesiące później – na Borneo. To fantastyczne uczucie.


Rok Ognistego Konia: magia poza domem
Mieliśmy na ten dzień zupełnie inny plan – wylot z Borneo i spokojne snucie się po uliczkach. Tymczasem zostaliśmy wciągnięci w rodzinny czas pełen gwaru, śmiechu i dobrych życzeń. Ludzie daleko od domu byli witani jak członkowie rodziny, częstowani pysznościami, zapraszani do zdjęć i dopieszczani rozmową.



Na koniec nasi gospodarze, wiedząc, że przed nami długa droga, zapakowali nam napoje i owoce – tak jak robi się to dla bliskich. Rok Ognistego Konia zaczęliśmy wielkimi wzruszeniami, z poczuciem, że prawdziwa gościnność nie zna granic i może odmienić zwykły dzień w niezapomniane doświadczenie.






Dodaj komentarz