cachupa

Cachupa – kultowe danie z Wysp Zielonego Przylądka

Kiedy trafiasz na Cabo Verde, czyli wyspy Republiki Zielonego Przylądka prędzej czy później poznasz cachupę. I nie ma znaczenia, czy przywiał cię tu wiatr, znużenie kontynentem, czy zwykła ciekawość. Cachupa i tak cię znajdzie. To jedno z tych dań, których nie da się ominąć – bo nie jest tylko jedzeniem. Bardziej wrażliwi prócz niezaprzeczalnych walorów smakowych doszukają się w niej również tych niematerialnych. Bo cachupa nie tylko syci. Opowiada też historię, często trudnej codzienności mieszkańców, jak zwłaszcza dawniej, była udziałem mieszkańców wyspy.

Cachupa jarska., tu podawana z jajkiem

Skąd się wzięła cachupa?

Cabo Verde to archipelag wysp, które przez wieki musiały radzić sobie z tym, co dała natura – a raczej z tym, czego nie dała. Susze, wiatr, ograniczone zasoby i brak stabilnych dostaw jedzenia sprawiły, że cachupa powstała jako odpowiedź na proste pytanie: jak nakarmić rodzinę, kiedy masz niewiele, a głód nie pyta o okoliczności.

To danie, które łączy w sobie suchą kukurydzę (hominy), fasolę i warzywa korzeniowe – rzeczy, które można było przechować długo i przeżyć dzięki nim jeszcze dłużej. Z czasem cachupa zaczęła ewoluować. Jedni dodawali do niej bogatsze komponenty, inni żąglowali tymi wchodzącymi w skład podstawowej wersji. I tak w naturalny sposób narodziły się dwie odmiany: Cachupa Rica – bogatsza, pełniejsza i sycąca, oraz Cachupa Pobre – uboga, skromna, bazująca na podstawowych składnikach. W nich próżno było szukać „wypasionych bonusów”.

Cachupa w formie zupy / potrawki. Serwowana na północy wyspy Santiago.

Cachupa, bez względu na wersję, pokazuje historię i tożsamość Cabo Verde. W garnku, obok produktów spożywczych mieszczą się też te niematerialne – korzenie afrykańskie, wpływy kolonialne i lokalna kultura jednocześnie.

Przygotowywanie i wspólne jedzenie cachupy to swoisty obrzęd: powolne gotowanie i dzielenie się garnkiem z rodziną, a nierzadko też z sąsiadami. To danie jedzone często przez więcej dni – odgrzewane i podsmażane nosi nazwę cachupa refogada.

Oczywiście, mamy świadomość, że jedzona w restauracji, czy w kąciku bistro, typowym dla wielu sklepów z żywnością (zwłaszcza w Praia) pozbawiona jest tego unikatowego pierwiastka wyspiarskiej wspólnoty ale – również smakuje i syci. Zwłaszcza wzbogacona o historię jej kulturowego wpływu.

Co tak naprawdę trafia do garnka?

Choć każda wyspa, każda rodzina i każda kucharka ma swoją wersję cachupy, istnieje kilka składników, które powtarzają się niezależnie od tego, gdzie postawisz stopę.

Są nimi:

– Suszona kukurydza – baza, bez której cachupa nie istnieje. W odróżnieniu od świeżej kukurydzy, suszona może być przechowywana przez długi czas, a długie gotowanie pozwala ziarenkom zachować strukturę i pełnię smaku.

– Fasola – biała, czerwona, lima… do dania trafia ta, która akurat jest dostępna.

Maniok (cassava) – korzeń, który daje sytość i ziemisty, miękki smak. Można go długo przechowywać – zwłaszcza po ugotowaniu lub w formie suszonej.

– Słodkie ziemniaki – lekko słodkie, delikatnie rozpadające się i nadające potrawie miękkości.

– Dynia marchew lub inne warzywa korzeniowe – dla balansu i odrobiny lekkości.
– Pomidory, choć nie zawsze

– Cebula i czosnek – niezbędna baza aromatu.

– Kapusta lub inne zielone liście – czasem dodawane dla świeżości i równowagi.

Cachupa w formie zupy. Taką zaserwowano nam z kolei na północy Santiago.

W bogatszych wersjach pojawiają się też kawałki mięsa, ryba, kiełbasa, a nawet odrobina boczku. W tych biedniejszych – nic ponad to, co stanowi bazę.

Bez względu na dodatki, w daniu tym zawsze jednak chodzi o to samo: o talerz ciepłego, gęstego, pożywnego jedzenia, które na długo daje poczucie sytości.

Cachupa z jajkiem i kiełbaską – na bogato 🙂

Danie o smaku pokory i praktyczności

Cachupa jest jak Cabo Verde – jednocześnie prosta i różnorodna. Nie udaje efektownego dania z instagrama. Nie sili się na egzotykę. Nie kokietuje. Nie jest dietetyczna, a wiele ekspertek od zdrowego stylu życia chwyciłoby się za głowę rozpatrując jej skład i pory jedzenia. Cachupa to danie, które mówi wprost: „jestem zrobiona z tego, co było.” I przyznam, że choć może nie wygląda ona jakoś mocno fotogenicznie – podana z jajkiem naprawdę robi robotę. Z taką bazą wystarczy uzupełniać regularnie płyny i przez wiele godzin czuć sytość.

Cachupa jarska – ile miejsc podania – tyle odcieni i nut smakowych.

W wielu krajach kuchnia to sztuka. Na Cabo Verde kuchnia była i wciąż bywa ratunkiem. Wspólnym garnkiem, który łączył rodziny, sąsiadów, a czasem całe dzielnice. Choć dziś nie jest tak bardzo trudno, jak kiedyś, cachupa wciąż symbolizuje historię pisaną kukurydzą, suszą, pokorą i cierpliwością. Historię ludzi, którzy nigdy nie mieli wiele, ale potrafili tworzyć z tego, co mieli – i byli w tym naprawdę dobrzy.

Ta cachupa miała mocno ziemisty, korzenny smak.

Jak bigos – najlepsza nazajutrz

Jeśli zapytasz mieszkańców wysp, większość powie ci, że najlepsza cachupa to ta odsmażana następnego dnia rano. Nas to specjalnie nie zszokowało. Pochodzimy wszak z kraju, pierników, kiszonek i bigosu. A wracając do cachupy – w wersji cachupa refogada (odgrzewana nazajutrz i podawana z jajkiem sadzonym) była wyśmienita. Gęsta, zwarta, podsmażona na patelni – „trzymała nas” przez wiele godzin bez myślenia o kolejnym posiłku. I – jeśli mogę pokusić się o zdanie – była smaczniejsza niż cachupa w formie gęstej zupy, czyli bez leżakowania i bez przysmażania. Ta pierwsza, płynna, zdawała się być bardzo mocno esencjonalna, ale oczywiście to wszystko jest kwestią gustu.

Jak smakuje cachupa?

Cachupa smakuje jak coś, co powstaje powoli — i to czuć w każdym kęsie. Jest gęsta, treściwa, sycąca, pełna miękkich warzyw i ziaren. Dominują nuty długo duszonej fasoli i kukurydzy, które nadają potrawie charakterystyczną „ziemistą”, pełną podstawę. Do tego dochodzi delikatna słodycz batatów i dyni, lekka kwaskowatość pomidorów i wyczuwalna, nienachalna pikantność — zależnie od przepisu i temperamentu osoby ją przyrządzającej.

W wersji cachupa refogada (czyli odgrzewanej i podsmażanej następnego dnia) pojawia się coś jeszcze — chrupkość. To ten moment, kiedy na dnie patelni tworzy się lekko rumiana skorupka, a wszystkie smaki stają się bardziej skoncentrowane i „przysmażone”. Dla wielu mieszkańców Wysp to właśnie ta odsłona jest prawdziwą królową, dodatkowo podawaną z jajkiem sadzonym. Także naszym zdaniem wygrywa na smak z cachupą w wersji zupy czyli bez podsmażania. I owszem, jest może mniej elegancka ale zdecydowanie bardziej swojska i absolutnie uzależniająca.

Po co o tym wszystkim pisać?

Może dlatego, że w cachupie jest zapisany sposób myślenia, którego nam – z innego, „bardziej nowoczesnego” kontynentu – czasem brakuje. Tu nic się nie wyrzuca. Tu nic się nie marnuje. Tu szacunek do jedzenia nie bierze się z modnych haseł, ale z pamięci o czasach, gdy jedzenia zwyczajnie nie było.

Obok tego dania nie da się przejść obojętnie. I warto go spóróbować, by wyrobić sobie własną na jego temat opinię

I może dlatego cachupa tak bardzo zapada w pamięć – bo nosi w sobie doświadczenie przetrwania, wspólnoty i pokory wobec świata, który raz daje, a raz odbiera. I zawsze robi to na swoich zasadach.

A kiedy siedzi się w sklepo-bistro, obserwuje innych ludzi, (najczęściej tubylców) i je talerz gorącej cachupy – można zrozumieć więcej o Cabo Verde niż z niejednego przewodnika.



Newsletter

Zostaw swój e-mail, aby otrzymywać informacje o nowych wpisach na blogu!

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *